Zdalny dostęp do plików jest dokładnie tym, co sugeruje nazwa. Bierzesz plik. Masz do niego dostęp. Gdziekolwiek i kiedykolwiek, na dowolnym urządzeniu podłączonym do sieci Wi-Fi. Taka była pierwotna obietnica Internetu. Zbudowaliśmy globalną sieć umożliwiającej dowolną wymianę informacji. Większość z nas używa go po prostu do publikowania filmów o kotach i selfie. To jest w porządku. Technologia nadal działa.
Ale droga do tego stanu wymagała czasu.
Przed erą chmury byliśmy przywiązani do komputerów mainframe. Potem pojawiły się komputery osobiste. Nagle musieliśmy fizycznie przenieść materiały robocze. Nosiliśmy edytory tekstu na konferencje. Przywieźliśmy do domu dyski twarde. Laptopy i smartfony umożliwiły przenoszenie danych. Można było zrobić zdjęcie czegoś w kawiarni, ale pliki pozostały lokalne. Nadal trzeba było ręcznie przesyłać je innym. Dyski flash. Kable. Sieci. I ciągłe zmartwienie w tle: czy przesłałem ostateczną wersję? Albo szkic? Albo ten, który edytowałeś o 2 w nocy?
Niska prędkość wczesnego Internetu zabiła to marzenie. Kanały były zbyt wąskie. Przesyłanie dużych plików stało się koszmarem. Wróciliśmy zatem do „sieci operatorskich” (sneakernet). Użytkownicy wysyłali płyty pocztą. Jeździliśmy po mieście furgonetkami pełnymi nabojów. Nigdy nie lekceważ ładowności minivana. Jest szybszy niż modemy 56k.
Obecnie wąskim gardłem nie jest łącze danych, ale dźwig. Przepustowość gwałtownie wzrosła. Pobieramy gry o rozmiarze gigabajtów w ciągu kilku minut. Smartfony transmitują wideo w rozdzielczości 4K. Infrastruktura jest gotowa. Otworzyło to furtkę dla usług zdalnego dostępu do plików.
Duże korporacje i uczelnie korzystają z takich rozwiązań od wielu lat. Korzystali z serwerów wewnętrznych lub z usług kolokacji. Niektórzy korzystają z wirtualnych sieci prywatnych (VPN), aby bezpiecznie uzyskać dostęp do zasobów biurowych. Jest to idealne rozwiązanie dla działów IT, które muszą zarządzać punktami końcowymi. Ale to przesada dla przeciętnego człowieka, który chce po prostu edytować dokument na swoim telefonie.
Różnica polega na skupieniu.
Każdy potrzebuje swoich plików wszędzie. Nie tylko pracownicy biurowi. Dla studentów. Kreatywni specjaliści. Mały biznes.
Nie potrzebujesz tylko „dostępu”. Potrzebujesz synchronizacji. Chcesz wiedzieć, że plik na iPadzie jest dokładnie taki sam, jak plik na laptopie. Większość serwisów oferuje to bezpłatnie. Zajmują się kontrolą wersji, więc nie musisz tego robić sam.
Głowa w chmurach
Oto jak faktycznie działa ta technologia.
Instalujesz usługę. Zapewnia dedykowany folder na komputerze. Przeciągnij do niego plik. Usługa powiela ten plik na serwer poprzez Internet. Wykorzystuje szyfrowanie Secure Sockets Layer (SSL), aby zapewnić bezpieczną transmisję. Czasami szyfruje również sam plik podczas przechowywania (w spoczynku).
Na Twoim urządzeniu działa proces w tle. Synchronizuje folder lokalny ze zdalnym serwerem. Cyklicznie. Stale, jeśli jesteś podłączony do sieci. Zmieniłeś plik na pulpicie? Serwer jest aktualizowany. Czy otworzyłeś ten plik na swoim telefonie? Wyświetla najnowsze zmiany.
Granica pomiędzy „zdalnym dostępem do plików” a „przetwarzaniem w chmurze” zaciera się. Działy marketingu nie przejmują się różnicami. Nazywają to po prostu „chmurą”. Trzymamy się terminu „zdalny dostęp do plików”, ponieważ jest to podstawowa funkcjonalność. Ale usługi w dużym stopniu się pokrywają.
Urządzenia mobilne odgrywają tutaj kluczową rolę.
Zainstaluj aplikację. I wszystko jest gotowe. Większość aplikacji integruje się z natywnym menu udostępniania urządzenia. Zrobiłeś zdjęcie na swoim telefonie z Androidem? W menu Udostępnij zobaczysz Dysk Google. Obok Twittera. Blisko Facebooka. To jest płynne. Aplikacja synchronizuje się w tle. Podobnie jak sprawdzanie nowej poczty.
Gdy pliki znajdą się na serwerze, kontrolujesz przepływ danych.
Uprawnienia mają znaczenie. Możesz udostępnić publicznie. Lub bliski dostęp. Ustawienia zazwyczaj pozwalają wybrać:
– Każda osoba posiadająca link może przeglądać.
– Tylko niektóre adresy e-mail.
– Dostęp tylko do odczytu lub dostęp do edycji.
Nie możesz po prostu wziąć pliku i zacząć go hakować. Większość usług wymaga posiadania konta. Zwykle za darmo. Ale konto tworzy warstwę uprawnień. Stanowi dodatkową przeszkodę w kradzieży. Co jest dobrą rzeczą.
Niektóre usługi idą dalej.
Dysk Google i Microsoft OneDrive (dawniej SkyDrive) umożliwiają tworzenie dokumentów online. Są one przechowywane na serwerze. Ale możesz je pobrać. Pracuj offline. Po ponownym połączeniu usługa synchronizuje zmiany. Jest to podejście hybrydowe. To, co najlepsze z obu światów.
Bezpieczeństwo to haczyk.
Każde udogodnienie ma swoją cenę. Zdalny dostęp do plików stwarza luki w zabezpieczeniach. Hakerzy wykorzystują luki w serwerach. Atakują słabe zabezpieczenia urządzenia. Ale użytkownicy również nienawidzą środków zaradczych. Zarządzanie prawami cyfrowymi (DRM) wydaje się karą. Jest restrykcyjne. To denerwujące.
Musisz rozważyć wygodę i ryzyko. Czy Twoje dane są na tyle cenne, że wymagają dodatkowego szyfrowania? Czy ufasz protokołom bezpieczeństwa dostawcy? Oto pytania, które musisz sobie zadać, zanim prześlesz dzieło swojego życia na serwer innej osoby. Wygoda jest niezaprzeczalna. Ryzyko jest realne.
Internet jest pełen uniwersalnych usług dla Twoich danych. Przesyłasz pliki, a oni zajmują się szczegółami technicznymi. Codziennie uruchamiane są nowe usługi, które starają się przyciągnąć Twoją uwagę. Ale wybór tego właściwego ma znaczenie. Oto liderzy rynku.
Dropbox: wybór weterana
Dropbox istnieje dłużej niż większość obecnych usług. Działa na systemach Windows, Mac i Linux. Integruje się również z iPhonem, iPadem, Androidem, BlackBerry i Kindle Fire. Zaczynasz od 2 gigabajtów pamięci. Możesz zyskać więcej zapraszając znajomych. Możesz też zapłacić do 500 GB za pomocą konta profesjonalnego.
Chcesz zarządzać zespołem? Opcja biznesowa zaczyna się od 1000 GB. Nie ma żadnych ograniczeń w ekspansji. Otrzymujesz także narzędzia do kontroli wersji i zarządzania zespołem. To proste. To po prostu działa.
iCloud: kryty ogród Apple
To rozwiązanie „jeden kraj pod Apple”. Jest przeznaczony dla podstawowej bazy klientów. Jednak komputery PC z systemem Windows Vista lub nowszym również mogą dołączyć. Jeśli masz najnowsze urządzenie Apple, kreator prawdopodobnie przeprowadzi Cię teraz przez proces konfiguracji.
iCloud śledzi Twoje postępy na kartach iBook i Safari na wszystkich urządzeniach. Pomaga także zlokalizować i zablokować skradziony sprzęt. Dostajesz 5 GB za darmo. Można dokupić więcej, aż do 50 GB.
Oto haczyk. Muzyka, programy telewizyjne, aplikacje i książki zakupione w Apple Store nie wliczają się do tego limitu. Ale przechowywanie muzyki spoza iTunes kosztuje dodatkowe pieniądze. To trudna luka, ale jej koszt należy kontrolować.
Dysk Google: gigant wyszukiwania
Dysk Google chce uwolnić Cię od zamknięcia na platformie. Ale powoduje to także przeciągnięcie danych głębiej do Googleverse. Obsługuje systemy Windows (Vista+), Mac (Snow Leopard 10.6+), Android (Eclair 2.1+) i iOS 3.0+.
Dostajesz 15 GB za darmo. Płatne plany sięgają do 16 terabajtów. Tak, terabajt. Podobnie jak SkyDrive firmy Microsoft, umożliwia tworzenie arkuszy kalkulacyjnych, dokumentów i prezentacji online. Otrzymujesz możliwość udostępniania plików i współpracy. Śledzi zmiany przez 30 dni.
Co go wyróżnia? Dostęp do wyszukiwarki Google. Wyszukuj własne pliki szybciej i dokładniej niż cokolwiek innego na rynku.
Microsoft SkyDrive: Integracja z biurem
SkyDrive opiera się na swoim najmocniejszym atucie: integracji z biurem. Współpracuj nad dokumentami programu Word, arkuszami kalkulacyjnymi programu Excel i prezentacjami programu PowerPoint. Nie musisz konwertować ich do otwartych formatów. Kontrola wersji jest wbudowana.
Zapewnia także dostęp do zdalnych komputerów z systemem Windows. Przesyłaj zdjęcia lub przesyłaj strumieniowo filmy z domowego komputera na urządzenie. Microsoft na początek oferuje 7 GB za darmo. Można uaktualnić do 200 GB.
Drobny druk, który zignorowałeś
Przeczytaj regulamin. Pozwy dotyczące skanowania poczty e-mail przez Google i gromadzenia danych Street View wywołały sygnały ostrzegawcze. Ogólne terminy, takie jak „używać”, „powielać” i „modyfikować”, są standardowe. Są niezbędne do funkcjonowania serwisu.
Google zastrzega sobie jednak prawo do wykorzystywania postów publicznych w materiałach reklamowych. Bądź ostrożny. Umowy zmieniają się bez powiadomienia.
Powinieneś bardziej martwić się dwiema rzeczami. Co się stanie, jeśli firma przyjmująca zbankrutuje? Czy rząd USA może monitorować i przesłuchiwać Twoje treści? Jedno i drugie stwarza realne ryzyko.
Szybkie odpowiedzi
Jak mogę zdalnie udostępniać pliki?
Skorzystaj z usługi udostępniania plików, takiej jak Dropbox lub Google Drive. Lub użyj klienta FTP, takiego jak FileZilla.
Jaka jest zaleta zdalnego dostępu do plików?
Udostępniaj pliki pomiędzy użytkownikami. Dostęp do plików z dowolnego miejsca. Zarządzaj plikami zdalnie.




















